Megalonissos - Wielka Wyspa - Kreta   
Relacja Elwiry z pobytu na Krecie w 2006 r.

 


Nasza podróż na Kretę rozpoczęła się w środę, o godz. 12:02, w pociągu Inter City do Warszawy. Przebiegła ona zgodnie z planem tak jak i lot z Poznania do Iraklionu liniami greckimi
Alexandair. Wbrew obawom samolot nie prezentował się tak źle. Co prawda nie jest najnowszy ale w środku było czysto, obsługa miła i był nawet posiłek. Najważniejsze jednak, że wystartował i wylądował o czasie.

Odbiór bagaży, odnalezienie rezydenta
Itaki i kolejne 2 godziny 20 minut jazdy autokarem do hotelu Santa Marina Beach w miejscowości Aghia Marina, 8 km na zachód od Chanii. W hotelu zakwaterowano nas szybko. Oczekując na przeniesienie bagaży popijaliśmy sok pomarańczowy i przyglądaliśmy się hotelowi w nocnym oświetleniu.

Pierwszego przedpołudnia poznawaliśmy Aghię Marinę i sąsiednie
Platanias. Sklepiki, tawerny, hotele ale i piękna roślinność a wśród niej moja ukochana bugenwilla. Żar lał się z nieba więc w końcu uciekliśmy na przyhotelową plażę. Jak na greckie plaże jest ona dość szeroka, z piaskiem koloru ceglastego. Wejście do morza bezpieczne, dno piaszczyste a woda jak to w Morzu Egejskim czyściutka, cieplutka i cudownie niebieska.

Następnego dnia pojechaliśmy autobusem do Chanii. Trochę błądząc znaleźliśmy przy ulicy Petropoulakidon 21
Cafe Vafe a w nim Gosię i Bartka, poznanych dzięki internetowi. Mieszkają i pracują tu od kilku miesięcy. Uzgodniliśmy plan wycieczek samochodowych z Bartkiem jako kierowcą i pilotem.

Pierwszą jednak wycieczkę odbyliśmy za pośrednictwem Itaki na
Santorini, dużym statkiem Golden Prince. Rejs z Rethymnonu do portu Athinios trwał ok. 5 godzin. Dalej autokarem rozpoczął się wjazd na Santorini – wyspę jak z bajki. Chodziliśmy uliczkami Oia a potem Thiry. Białe domy, białe cerkwie z niebieskimi kopułami, sklepiki, tawerny, bugenwille, w dole prześliczne zatoczki z błękitnym morzem, w nieprawdopodobnym miejscu domek, taras z parasolami, błękitne niebo i parzące słońce. W Thirze zjechaliśmy kolejką do portu, gdzie motorówkami dowożono turystów do statku. Jeszcze ostatnie spojrzenie tym razem od dołu. Nie chce się wierzyć, że byliśmy na Santorini …

Następnego dnia rozpoczęło się poznawanie Krety z Bartkiem. Pierwszy postój przy monastyrze
Gonias, 1 km na północ od Kolimbari. Niedziela, św. Liturgia, którą służył archimandryta. Postawiliśmy na Krecie pierwsze świeczki...
Po zakończeniu nabożeństwa otrzymaliśmy tak jak wszyscy kawałki chleba /namiastka wczesnochrześcijańskiej agapy/. Teraz już na pewno mogliśmy rozpocząć wędrówkę po Krecie.

Kolejny etap wycieczki to
Falasarna. Morze krystalicznie czyste, ciepłe, piasek parzy stopy. Po 1,5 godzinnym plażowaniu ruszamy dalej na południe. Jedziemy wąwozem Koutsomata-dos. Przy jego końcu stajemy i dość stromymi schodami docieramy do jaskini Aghia Sophia. Stalagmity i stalaktyty i kapliczka z ikoną św. Zofii i jej trzech córek – Wiary, Nadziei, Miłości. Kolejne świeczki …

Dalej docieramy do monastyru
Chrisoskalitissa /Złoty stopień/. Wchodzimy po 90 bielonych stopniach. Jeden z nich ma być ze szczerego złota ale zobaczy go ten, który jest bez grzechu. My go nie widzimy! Cerkiew monastyrska skromna, nie widzimy mnichów a jedynie pracowników świeckich. Witają po angielsku. My odpowiadamy – kalimera. Nieco jesteśmy rozczarowani. Widoki natomiast są piękne, gdyż monastyr stoi na skale. Po obejrzeniu monastyru jedziemy na plażę Elafonissi. Plaża szeroka, gorący piasek, miejscami jest różowy. Na widniejącą wysepkę przechodzimy wodą sięgającą kostek, kolan. Siadam w ciepłej wodzie i podziwiam.

W poniedziałek, o 9-tej wyruszamy spod hotelu zwiedzać kolejne monastyry. Te, które są związane z historią Krety i opisane we wszystkich przewodnikach –
Arkadi, Preveli i mniej znany Arsani i to on, którego ściany pokryte są freskami podoba się nam najbardziej.

We wszystkich monastyrach poszukujemy ikony św. Andrzeja z Krety, twórcy kanonu pokutnego. Bezskutecznie. Podjeżdżamy do jeziora
Kournas. Znowu podziwiamy czystą, przejrzystą i ciepłą wodę, która bardziej przypomina morską . Odpoczywać zamierzamy na Palm Beach. Jedziemy bardzo krętą i wąską drogą kanionu. Momentami cierpnie ze strachu skóra ale za to dojście do plaży nie jest strome i widoki są piękne. Na plaży znajdujemy rzekę Megapotamos, która wpływa do morza, spacerujemy między palmami. Dno morza jest jednak kamieniste i jest dość głęboko więc rezygnujemy z kąpieli.
W drodze powrotnej jeszcze raz wstępujemy do cerkiewki pw. św.św.
Rafaiła i Efreima stojącej tuż przy szosie. Tu wreszcie kupujemy jedyny egzemplarz ikony św. Andrzeja z Krety. Spotykamy także mnicha ze św. Góry Athos. Rozmawiamy po angielsku. Jest serdeczny, ciepły. Jesteśmy szczęśliwi. Chyba nie przypadkowo chciałam wstąpić do tej cerkiewki drugi raz tego dnia …

Trzecia wycieczka prowadzi nas na półwysep
Akrotiri. Do jego monastyrów – Gouvernetou, Aghia Triada /Św. Trójcy/, Katholico. Droga do ruin Katholico prowadzi przez wąwóz. Jest gorąco. Postanawiam wracać a Bartek i Staś idą do ruin. Z oddali z niepokojem obserwuję jak Staś po skałach wspina się do opustoszałego eremu. W czasie tej wędrówki widzimy i góry i błękitne morze.

Po trudach chodzenia po górach odpoczywamy na plaży w rybackiej wiosce
Stavros. Jest tu piękna zatoczka z krystalicznie czystą, turkusowo – szmaragdową, ciepłą wodą. W piasku kwitną białe kwiaty a na skałkach osadziła się sól. Wracając do hotelu odnajdujemy jeszcze jeden monastyr pw. św. Jana Chrzciciela w Korakies. Okazuje się, że tego dnia było tu święto parafialne, na które niestety spóźniliśmy się. Na szczęście brama i cerkiew są otwarte. Stawiamy świeczki, bierzemy kawałki chleba z cynamonem, który pozostał po św. Liturgii. Odpoczywamy na ławeczce, fotografujemy monastyr, limonki, bugenwille. Jest pora sjesty i mniszki odpoczywają w kieliach /celach/. Grają tylko cykady. Tak dobrze, spokojnie czuję się w takich miejscach. Cicho wychodzimy.

Po dniu plażowania w Aghia Marina wyruszamy na ostatnią wycieczkę do wąwozu Imbros. Wpierw jednak odwiedzamy kolejny monastyr
Chrisopigi znajdujący się tuż przy wyjeździe z Chanii w kierunku Rethymnonu. Na dziedzińcu młode mniszki. Jedne pracują przy roślinności, inne rozmawiają z turystami. Ja rozmawiam z jedną z nich po rosyjsku. Mniszka częstuje nas wodą, lokumi, obdarowuje ikonkami Matki Boskiej Chrisopigi. Jak z każdego świętego miejsca zabieram płatki kwiatów, które dołączę do kolekcji z innych takich miejsc.

Do wąwozu schodzimy ze Stasiem. Idziemy między skałami, wśród wypalonej słońcem roślinności. Spotykamy pasące się kozy. Między skałami jak w oknach widać słońce. Po 2 godzinach marszu wychodzimy z wąwozu i znowu widzimy błękitne morze zlewające się z błękitnym niebem w jedno. Jadąc przez góry dojeżdżamy do wąwozu
Aradena. Stajemy przy moście, który już nie jest potrzebny mieszkańcom wioski. Jest opustoszała. Zrywamy z wyrastającego w skałce figowca dojrzewające figi. Wracamy do hotelu.

W środku nocy budzi mnie ulewny deszcz, groźnie szumiące morze. Czyżby koniec lata? Ale ranek na szczęście jest piękny. Po śniadaniu kolejny raz spacerujemy uliczkami Chanii. Wstępujemy do katedry, do synagogi i starej cerkiewki poświęconej
św. Irenie. Buszujemy po sklepikach, odpoczywamy w tawernie. Jak zawsze piję kafe ellenico sketo a Staś sok z arbuza. W końcu docieramy do Gosi i Bartka w Cafe Vafe. Dzięki Nim mogłam zwiedzać tak jak zawsze marzyłam. Oglądać to co chcę i tak długo jak chcę. Kiedy to piszę jeszcze raz Im dziękuję. Gosi za kontakt mailowy, Bartkowi za bezpieczną jazdę, cierpliwość w poszukiwaniu monastyrów, kulturę.

Ostatnie dni to kupowanie prezentów, plażowanie i codzienne spacery brzegiem morza, na skałki naprzeciwko wysepki
Aghia Theodori. Wg legendy jest to potwór zamieniony w skałę przez Zeusa za karę, iż chciał połknąć Kretę. Wracając zbieram malutkie muszelki i kolorowe kamyki.

Odlatując z Krety myślałam, że tym razem nasyciłam się już Grecją. Jednak już dziś tęsknię za Morzem Egejskim, jego błękitem, za górami, widokiem cerkwi i cerkiewek, oliwkami i drzewami cytrusowymi, kwitnącymi oleandrami, różnokolorowymi hibiskusami i oczywiście moją królową pnącz – bugenwillą. Widzę twarz mnicha z Athosu, mniszki z Chrisopigi, i księdza z katedry, z którym porozumiałam się po grecku !Oczami wyobraźni widzę góry pokryte świeżą wiosenną roślinnością. Może więc do wiosny
Kriti! Teraz muszą wystarczyć zdjęcia, zasuszone płatki kwiatów i kamyki z zatrzymanym kreteńskim ciepłem.
 

GALERIA ELWIRY

Staś w Aghia Marina

Wysepka Theodori

Ależ Bugenvilla

Zachód słońca w Ahgia Marina 

W jaskini Aghia Sophia

Okolica Falasarny

 Staś na plaży w Elafonissi

Monastyr Arsani

Wnętrze cerkwi monastyru Arsani

Monastyr w Arkadiou

Monastyr Preveli

Na dziedzińcu monastyru Preveli

Droga przez wąwóz Imbros

Wąwóz Aradena

Figowiec przy moście Aradena

Monastyr Agia Triada - półwysep Akrotiri

Erem monastyru Katholico /płw. Akrotiri/

Piaskowe lilie na plaży w Stavros

 Cerkiew Św. Jana Chrzciciela w Korakies

Monastyr Chrisopigi /Złotej wiosny/

Chania widok na dawny meczet janczarów Chania - zdjęcie z Gosią i Bartkiem Ulica w Chanii Ogródek przed synagogą w Chanii Santorini widok z Oia

 

 
     
 

Autorka wspomnień: Elwira S. (skiathos@poczta.onet.pl),
 
Autorka o sobie.....

Mam na imię Elwira, mieszkam w Szczecinie i tu pracuję od 33 lat jako lekarz internista /od 9 lat jako lekarz rodzinny/.
O podróży do Grecji marzyłam od dawna. Marzenie, które wydawało się nierealnym spełniło się w 2002 roku kiedy to wzięłam udział w pielgrzymce do Grecji. Wrażenia były wspaniałe i pozostała nadzieja, że to nie jest ostatnia podróż do Grecji.
Potem rok przerwy i w 2003 roku niespodziewany tydzień urlopu i szybka decyzja - lecimy ze Stasiem, moim siostrzeńcem na Rodos. I tak Staś wówczas 17-latek a obecnie student politologii został moim towarzyszem w podróżach. Kolejne lata to wycieczka na Riwierę Olimpijską a potem Kretę. W tym roku czeka na nas Kos a może i Patmos?
Między podróżami jest codzienne życie, praca zawodowa, opieka nad rodzicami i trochę innych pasji. Wiosną i latem wiele czasu pochłania praca w ogródku przydomowym gdzie zgromadziłam mnóstwo roślin , w tym grecki akant.
Sporo czasu zabiera także śpiew. Ze Stasiem i jego bratem śpiewamy w chórze cerkiewnym.