back2.jpg (1007 bytes)               Grecja - impresje         
Popełnił Tomasz Dwornicki td@rsi.pl

w kokpicie   Grecja to niewątpliwie jedno z najciekawszych miejsc dla żeglarzy. Duży obszar stosunkowo spokojnego morza z niezliczoną liczbą wysepek, zatoczek i kotwicowisk, po prostu raj dla żeglarzy. Sezon trwa tutaj długo w zasadzie pływać można w ciepłych warunkach od maja do października a i poza tym okresem też jest przyjemnie. Zresztą dla "bałtykowców" tam zawsze będzie gorąco. Jedno jest pewne, nie wierzcie tym co mówili, że to są Mazury. Owszem jest tak przez miesiąc w lipcu/sierpniu jak nie wieje meltemi, ale w pozostałym okresie można natknąć się na wiele pogodowych niespodzianek. Można tu spotkać wiele narodowości, rozpoznawanie jest nieco trudne bo zazwyczaj wszyscy, z racji przepisów czarterowych w Grecji, noszą Grecką banderę. Polacy zazwyczaj podnoszą pod salingiem jako proporzec klubowy banderę narodową, tak wypada zrobić i w ten sposób się wszyscy rozpoznają. Udało mi się spotkać poza jachtami z którymi wypływałem (czarter w tym samym miejscu) tylko jeden jacht z polską załogą i to w dużym porcie.

Grecy rozmawiają po angielsku. Historycznie maja anse do Niemców, ale lubią Polskę - związki historyczne a także piłkarskie. Praktycznie zawsze się dogadacie. Jedynie stare, małe miasteczka i mieszkający w nich starsi ludzie mówią tylko po niemiecku i to słabo. Warunek jest tylko jeden żeby rozmawiać po angielsku. Należy mówić wyraźnie i powoli z użyciem prostych słów i zwrotów. Oni wszystko rozumieją ale na zasadzie Kali mieć Kali chcieć (niektórzy mówią świetnie, zorientujecie się po pierwszych dwóch zdaniach). Ostrzegałem moich następców na jachcie ale nie posłuchali. Panienka gadała do bosmana a ten się patrzył i patrzył aż wreszcie spytał: What is problem? i było po rozmowie.

Grecka waluta to drachma: 100 DM = 17000 drachm (w sezonie w 1998 roku).

Uprawnienia

W zasadzie wymagany jest stopień sternika jachtowego, mogą sobie zażyczyć aby na pokładzie jachtu były dwie osoby z uprawnieniami, np. drugi sternik jachtowy. Podejście ich jest jasne. Twój czarter, twój problem. Nikt nie ingeruje w jakieś papiery. Jednakże biorąc jacht powyżej 14m (10-14 ton masy i więcej) długości należy się liczyć ze sprawdzianem i to niezależnie od stopnia (stopień kapitański nic nie pomoże, tym bardziej obruszanie się z tego powodu, że ktoś kwestionuje wasze uprawnienia!). Wypłynąć z portu i wrócić stając rufą do kei na kotwicy. Oczywiście należy przypuszczać, iż nikt nie umiejący manewrować jachtem na silniku i to sporym jachtem nie pojedzie tam jako kapitan! Ale gdyby się to komuś zdarzyło to polecam wcześniejszą edukacje choćby tylko na sucho. Więcej formalności nie jest wymagane, dla znanych sterników w ogóle żaden problem, ufają w ciemno jeśli wcześniej już u nich pływaliście.

Dojazd

Jedyny mankament to odległość: ponad 2000km do Aten. Można dojechać na 3 sposoby:

- autobusem (martwisz się tylko tym żeby nie umrzeć z nudów przez te 32h, po drodze 6 granic (w tym węgierska - bardzo nieprzyjemni celnicy), koszt w 98 roku wraz z wizą Jugolską około 650-700 zł

- samolotem (szybko, wygodnie, przyjemnie, koszt około 1000-1200zł, najtaniej Lufthansa lub Malev z dala od LOTu, rezerwacji najlepiej dokonać kilka miesięcy wcześniej jeśli chce się tanio, Lufthansa nie miała już nic na 3 miesiące przed terminem!)

- samochodem (jazda przez Włochy i dalej promem, ew. trasa przez b. Jugosławię, sporo zachodu, przy trzech osobach cena porównywalna do tej z autobusu)

Bez względu na trasę i sposób jazdy nie jedzcie przez Bułgarię i Rumunię, koszmar wszechczasów, trzymać się z daleka. Samochodem w ogóle bez obstawy wojskowej nie ma co tamtędy się pchać.

Pierwszy szok to temperatura, na prawdę jest tam ciepło. Na wodzie da się spokojnie wytrzymać jak wieje ale w mieście koszmar. Grecy maja taki zwyczaj, że w najgorętsze godziny tak od 11-15 życie zamiera, w knajpach jest pusto, a jak chodzicie po mieście to patrzą na was dziwnie. Nie dotyczy to dużych miast (Ateny, Ermoupolis, Iraklion). Instytucje typu bank, poczta są czynne do 1300! Potem zamknięte na cztery spusty.
Na jachcie używa się butli gazowych. Są one zupełnie inne od naszych więc jeśli bierzecie jakiś sprzęt do podłączenia do butli to należy też zabrać ze sobą polską butle gazową i nie liczyć na jej nabicie. Butle kupuje się (wymienia) w sklepach. jest to pewien problem, dopiero któryś port z rzędu miał co trzeba. Uwaga na kolor butli! Musi się zgadzać (są czerwone i niebieskie). Warto nosić butle ze sobą żeby pokazać o co chodzi. Najczęściej stoją one w supermarketach, kosztują niewiele - około 12-17 zł/3 kg gazu. Nabite są solidnie, my zużyliśmy przy intensywnym wykorzystaniu 3 butle (8 osób załogi).

Jedzenie

Ceny żywności są porównywalne do naszych. Odbiegają od siebie w zależności od miejsca. Najdrożej jest jak przywożą na keje i tam sprzedają. Warto udać się na pierwsze zakupy nieco dalej od portu, będzie taniej. Można jechać z właścicielem do jego sklepu jeśli wam to zaproponuje, ceny umiarkowane. Właściciel nawet zawiózł nas na lotnisko żebyśmy mogli wymienić marki na drachmy. Najbardziej opłaca się wymieniać marki, najlepiej w dużych ilościach bo płaci się stałą opłatę od transakcji, zbierzecie kasę i wymieńcie wszystkim.

Ceny rosną na wyspach, warto więc główne zakupy zrobić w Atenach lub innym dużym mieście. Generalnie można powiedzieć, że ceny wahają się od 10-40 % więcej niż u nas. Co zabrać z kraju? Puszki, zupki, makarony, herbatę, kawę, serki, pasztety. Nabiał, pieczywo, owoce i napoje kupić na miejscu. Na prawdę nie jest drogo. Dwa kartony żarcia na 8 osób wystarczyło zupełnie. Kupujcie dużo wody w butelkach plastikowych, byle zmieściły się na jachcie. Wino kupujcie w dużych 2,5 lub 5 litrowych opakowaniach będzie taniej. Piwo puszkowe, dobry jest Amstel Beer, ew. Heineken. jakieś lokalne browary są kiepskie. W sklepach można dostać lód w blokach lub kostkach, kupujcie 1-3 toreb do lodówki, piwo lepiej się chłodzi masło nie topi. Jedzenie w knajpach jest super. za 2000-2500 drachm można zjeść super kolacje i napić się wina. Polecam suflaki, krewetki, kalmary, gyros, dla odważnych ośmiorniczkę, ryby i wszystko co się nie rusza już na talerzu jak przynoszą. Do tego zawsze wino ew. piwo. W kawiarniach funkcjonuje coś co nazywa się Kaffe Frape - kawa mrożona. Super tylko pierońsko mocne. Obiad/kolacja w restauracji to koszt 1500-3000drachm. W ogóle to grzechem jest nie zjeść w każdym porcie czegoś nowego. Cos co na pewno będzie wam smakować to Gyros i Suflaki. To drugie mimo nie zachęcającego brzmienia to po prostu szaszłyki. Poza tym obowiązkowe wino do każdego posiłku. Polecam spróbować marlina, krewetki, kałamarnice, dla odważnych ośmiornica i masę innych potraw. Pamiętajcie, że jak siadacie do stołu to od razu ląduje na nim woda i chleb, od tego momentu jesteście upieczeni gdyż za to już się płaci. Radzę wiec dobrze przyjrzeć się najpierw co i za ile a potem zasiadać. Grecy mają w zwyczaju namawiać do odwiedzenia ich knajpy dość nachalnie, stosują przy tym najróżniejsze chwyty. Obiecują np. ze dostaniecie butelkę lub dwie wina za free. Jedno jest pewne jak się nie upomnicie przy rachunku to na pewno wam je policzą! Najdrożej jest w Atenach w rejonie Akropolu i Plaki ale warto przewidzieć więcej kasy na posiłek tam gdyż ma on swój nieodparty urok w tym rejonie.

Ateny

Potężny moloch. Poza ciekawymi zabytkami lepiej ich unikać, zwiedzać wieczorem lub w nocy. Jeździjcie wszędzie taksówkami, są śmiesznie tanie, na 3-4 osoby to w ogóle są tańsze o połowę od autobusu! Taksówek jeździ ogromna ilość, 30 sekund i na pewno jakąś złapiecie. W nocy należy ustalić cenę zanim wsiądziecie. Jeśli to możliwe nie bierzcie taksówek z marin, wystarczy wyjść 500 m dalej i zapłacić połowę mniej. Generalnie cenę ustalcie przed jazdą, będzie taniej i bez niespodzianek. W nocy lubią podawać abstrakcyjne kwoty, poczekajcie na następną taksówkę.

Kalamaki - marina. Jacht

Potężny port jachtowy, dobrze osłonięty. Czarterowałem jacht SunShine 36, 10,65 m długości, silnik Yanmar 25. Jacht to stary, ma 20 lat ale chciałbym żeby polskie jachty były tak utrzymane. W zasadzie trochę pracy i nie miałbym żadnych zarzutów. Niestety niesprawna lodówka, echosonda, pęknięty kosz dziobowy i pęknięty wózek szotów grota nie zrobiły dobrego wrażenia. Jacht jako całość super. lodówka pal licho naprawiłem sam, echosonda zapomnij. Fok (genua) na sztywnym rolerze w zasadzie nie wymusza chodzenia na dziób. Zażądałem naprawy wózka, zajęło to prawie dobę. Domaganie się kolejnych napraw pociągnęło by za sobą dalsza stratę czasu. Grecy wiedza co robią, mówią "to jest tani jacht", możesz się domagać napraw ale uprzykrza ci życie tak ze sam odpłyniesz byleby już być poza Atenami. Poza tym są mili, zgrzyty na początku zostały zrekompensowane przy zdaniu jachtu.

Odbierając jacht zostawia się kaucje u nas 1500 DM. Bosman powinien dać wam listę załogi podbitą przez Port Police w Kalamaki Marina. Dobrze jest sprawdzić komplet dokumentów i ich ważność. Jachty chodzące w czarterach podlegają sporym rygorom, papierki, patenty, atesty, masa dokumentów. Muszą być ważne, zdarzają się kontrole. Kontrole są spokojne i maja na celu wykrycie nielegalnych czarterów brak atestów przynosi kłopoty głownie armatorowi. Grecy zakazują działań czarterowych na swoim terenie firmom spoza Grecji dlatego większość jachtów, tak jak nasz "Mykonos", miały dwóch właścicieli: Greka i Szwajcara. O to cale ceregiele. Od nas nikt nigdzie nic nie zażądał choć pchałem się do gipsu chodząc na Port Police po prognozę (będąc np. jedynym jachtem w porcie).

Jacht wyposażony był w log, spora nawigacyjna, komplet map, "Greek Waters Pilot" kilka przyborów nawigacyjnych, lornetkę, nieco złomu sygnalizacyjno-ratunkowego. Wszystko na prąd, dobre oświetlenie wnętrza, pompka wody słodkiej i słonej. Zbiorniki wodne są maleńkie tylko 200 l, bez racjonowania 24h i po wodzie, niewielka kultura zużycia wody i starcza ona na 2-3 dni. Tankowanie w każdym porcie z węża za 1000-2000 drachm do 1000 l.

Jacht miał spora mesę, 8 osób siedzi dość swobodnie. W mesie są tez 4 koje, na szczęście przy 8 osobach wykorzystane tylko dwie, raczej wygodne i przy ostrej żegludze jedyne pozwalające spać. Pod kokpitem znajdują się dwie zamykane podwójne koje, z pozoru najatrakcyjniejsze ale duszno w nich i przy przechyłach spać ciężko, obok silnik dający duży hałas w kojach. Na dziobie świetna koja, grube, miękkie materace, chyba jedna z przyjemniejszych ale sporo w niej huku jak jacht płynie, bez stoperów ciężko spać. Jedyna wygodna koja do spania przy ostrej żegludze jest koja w mesie i to ta po zawietrznej, przy dużym rozkołysie poprzecznym wszędzie śpi się źle - brak pasów do zapięcia żeby się nie ruszać. Ale wiadomo zmęczenie robi swoje po jakimś czasie się uśnie. Poza tym na jachcie był spory kambuz, kibelek z prysznicem (ja 1.8m 100 kg wagi myłem się w nim dość swobodnie).

Cala instalacja opiera się o akumulator i to dość słaby. Drugi akumulator rozruchowy zapewnia gwarancje odpalenia kataryny jakby wszystko siadło. Codziennie musicie 1-2 h ładować akumulator, nocne pływanie wykańcza go dokładnie, na postoju świecenie i intensywne używanie pompy wodnej potrafi go nieźle wycieńczyć. Być może większy i nowszy byłby rozwiązaniem. Wystarczy dbać o regularne ładowanie i nie ma strachu ze coś padnie.

Silnik nówka, kilkadziesiąt godzin przebiegu, farba na pasku klinowym. Stacyjka, guziczek i jedzie. Zero kłopotów po prostu bajka. Mankament: za mała śruba, kiepski uciąg, pod 6B i fale 1 knot max, na gładkiej tafli max. obroty ekonomiczne 5 knotów, słabiutko. Wsteczny słaby. Jacht obraca się o 45 stopni zanim ruszy do tylu. Trzeba to wsiąść pod uwagę przy manewrowaniu.

Manewrowanie

Parkowanie do kei zawsze tyłem na kotwicy z dziobu. Po pierwszym razie jest to już banalne. Generalnie trzeba znaleźć sobie wolne miejsce, upatrzyć odpowiednia ilość i umiejscowienie polerów, ustawić się w dość dużej odległości dokładnie tyłem. Kotwica przygotowana. należy się dość mocno rozpędzić i kotwice zacząć rzucać w odległości przynajmniej 3-5 długości jachtu od kei. Ważne żeby iść już wtedy dokładnie prostopadle do kei i mieć spora prędkość, inna rzecz to wiatr i fala na którą trzeba wsiąść poprawkę. Betonowa keja gwarantuje ze w razie czego cala naprzód i jacht stanie na 2-3 metrach nawet z dużej prędkości. Utracenie prędkości w czasie tego manewru jeśli jest wiatr i fala wymusza jego powtórzenie gdyż grozi on uderzeniem w sąsiednie jednostki. Cumy zazwyczaj podaje się komuś na keje ale znając szybkość pracy Greków lepiej niech ktoś wyskoczy i szybko przeciągnie cumy na biegowo. Odległość maksymalna żeby trap sięgnął, kotwica dość mocno wybrana. Najlepiej układ przetestować dając cala wstecz. Jeśli jacht dojdzie za blisko betonu, naciągnąć łańcuch kotwiczny lub oddalić się od betonu. Dlaczego? Masa promów odstawia w maleńkich nawet portach istne akrobacje podnosząc nierzadko fale o wysokości nawet do 1 metra! Osobiście wieszałem na rufie dwa największe odbijacze, niewiele by dały ale może zawsze coś. Generalnie pamiętajcie o jednym. Nierzadko na jachcie o dł. 9-14 m pływa starsze małżeństwo i radzi sobie świetnie, jedynie potrzebują pomocy przy cumowaniu. Jak będziecie podchodzić swoim 9-11 m "potworem" nie róbcie z tego tytułu cyrku na kółkach. Jeśli nie wieje mocno i nie ma fali to oprócz skippera wystarczają 2-4 osoby do pracy, nie krzyczcie nie wydajcie sterty komend. Wzbudzicie tylko uśmiechy politowania. Natomiast sprawny manewr z cichymi i krótkimi komendami nawet wydanymi gestem, ładnie i szybko ustawiony za jednym razem i elegancko sklarowany jacht wzbudzają podziw i szacunek. Nie bójcie się, pierwszy raz w życiu parkowałem jachtem tyłem z użyciem kotwicy, nie stanowi to większego kłopotu, jeśli dobrze wszystko przemyślicie i potraficie manewrować jachtem na silniku w ogóle to gwarantuje 100% skuteczności.

Grecy mają dość dziwny zwyczaj. Lubią pomagać. Wszystko ok ale mnie np. zdarzyło się, że facet wskoczył mi na dek i wrzucił mi wsteczny jak ja byłem 0,5 m od betonu! Nie wiem czemu to zrobił ale po prostu patrzyłem w drugą stronę, byłem w ciężkim szoku. Innym razem Grek zaoferował się, ze odda nam cumy. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że on chciał mi narzucić swoją koncepcję manewru! W ogóle nie interesowało go, że ja mogę jako skipper jachtu mieć inną wizję! Innym razem na pokład wskoczył facet, wyrwał cumę koleżance i szybko ją zaknagował. Ona po prostu prostowała skręconą cumę i na spokojnie ją układała on chyba myślał, że nie umie sobie z tym poradzić. Generalnie nauczka z tego taka, że jeśli nie potrzeba pomocy z zewnątrz to lepiej ją sobie odpuścić. Jeszcze jedna rzecz. Jeśli stoicie przy kei i podchodzi do niej jacht - wyskoczcie i odbierzecie cumy, przełóżcie je po kolei na biegowo i oddajcie na pokład. Pamiętajcie, że wy też możecie potrzebować takiej pomocy innym razem.

Porty

Użycie słowa port, że nie wspomnę o marinie jest tu nieporozumieniem, praktycznie każdy porcik to lity beton, płytko, beton często z podwodnymi niespodziankami. Zapomnijcie o bojach czy dalbach, przystanie jachtowe zazwyczaj sąsiadują z przystania promową, zdążyło mi się obudzić rano i ujrzeć przy burcie (dosłownie 2 m) gigantyczny prom samochodowy! Próżno też szukać prysznicy czy ubikacji. Wszystko macie na jachcie, nic nie dostaniecie ale też nikt opłat nie pobiera poza nielicznymi wyjątkami. Płaci się tylko za wodę, która jest w zasadzie wszędzie. Oczywiście poza tym porcik są piękne i urocze, zaznaczam, że opisuje tu ich przydatność dla żeglarza jako miejsce schronienia i miejsce wypoczynku, tankowania.

Paliwo ciężko zatankować w porcie, w większych jeżdżą po prostu cysterny, co podjeżdżają pod jacht w razie czego trzeba udać się z kanistrem na stacje. Ale zbiorniki paliwowe starczają na długi rejs. osobiście zużyłem przy dość intensywnym wykorzystaniu silnika połowę zbiornika za 2 tygodnie. Litr ropy kosztuje praktycznie tyle samo co u nas +-10% (około 130-150 drachm/litr).

Wybrzeże

agrest1.jpg (9927 bytes)Grecja to przede wszystkim masa wysp. Generalnie przeważają małe kamieniste, zieleni niewiele. Wyspy zazwyczaj są potwornie strome od samego brzegu, gwarantuje to dość sporą głębokość nawet blisko brzegu. Rzadko zdarza się żeby na 10m przed skała było mniej niż 5m głębokości. Wysokość wysp niesie za sobą pewne konsekwencje. Otóż pomimo nawet sporego doświadczenia w określaniu odległości będziecie mieli tam na początku kłopoty z jej określaniem. Wyspy mają nierzadko po kilkaset metrów wysokości przez co ich szczyty są widoczne z dziesiątków mil. Wydaje się, że jest do lądu 8-12 Mm a tu okazuje się, że 40Mm! Poza tym ze względu na odległość ląd wydaje się być zamglony, wydaje się, że powietrze nie jest klarowne, co dziwi przy tej pogodzie. Inna rzecz że to częściowo prawda bo woda jednak dość intensywnie paruje ale odległość robi swoje.

Każda wyspa dysponuje co najmniej kilkoma kotwicowiskami. Mając mapę należy przyjrzeć się linii brzegowej wyspy. Szukajcie oczywiście miejsc osłoniętych od wiatru i fali. Oczywiście to co wieczorem wydaje się być bezpieczne od rana może okazać się mało bezpieczne. Jeśli nie wieje jakiś silniejszy wiatr to na pewno w nocy osłabnie i zmieni kierunek. O wiatrach zresztą potem.

Kotwiczenie w zatokach

"Greek Waters Pilot" dość dokładnie pokazuje wszelkie kotwicowiska. Jednak jeśli na mapie nie ma kotwiczki a wam wydaje się, że jest to dobre miejsce nie rezygnujcie z niego. Należy jednak koniecznie sprawdzić czy dno to piasek czy kamienie. Jeśli kamienie to nie rzucajcie kotwicy, może się to źle skończyć, od kłopotów z rwaniem kotwicy po uszkodzenie kotwicy włącznie. Ta locja ma tendencje do tego iż zakłada, że na Cykladach i w okolicach w przeważających okresach wieją wiatry N i NW przez co zatoki otwarte na falowanie i wiatr z tych kierunków uznają za mało bezpieczne nie zaznaczając ich na mapie. Jednak jeśli wieje inaczej taka zatoczka często jest najlepszych schronieniem zwłaszcza, że mało kto wpadnie na to żeby do niej oprócz was zawinąć. Raczej należy unikać wchodzenia w zatokę w nocy, ciężko określić odległości po ciemku, najlepiej mieć reflektor halogenowy i dobrą echosondę ale można się objeść bez nich. Jeśli jednak uda się wejść jak jest jasno to dobrze. Stając na kotwicy należy pamiętać żeby zostawić dookoła jachtu tyle miejsca żeby nie uderzył w skały czy dno, obracając się dookoła własnej osi na maksymalnie naciągniętym łańcuchu kotwicznym. O tym jak długi winien być łańcuch pisał nie będę. Należy pamiętać, że zazwyczaj cały łańcuch będzie leżał na dnie i patrzył pionowo choć kotwice mamy wiele metrów przed dziobem. Dopiero fala i wiatr mogą nieco naciągnąć łańcuch. Jeśli chcecie mieć pewność, że kotwica mimo słabego wiatru trzyma rzućcie ją i cofajcie się na wstecznym aż do naprężenia łańcucha. Nie da to gwarancji ale zawsze pozwoli spokojniej spać. W razie jakichkolwiek wątpliwości co do bezpieczeństwa postoju wystawcie wachtę kotwiczną. Po jednej lub dwie osoby, krótka przerwa w śnie nikomu nie zaszkodzi a pozwoli wam spać spokojnie. Jeśli stoicie bez wachty kotwicznej warto co godzinkę w nocy oddelegować kogoś (na zmianę) do wyjrzenia co się dzieje. Wiatr potrafi zmienić siłę i kierunek błyskawicznie, nawet w mniej niż godzinę. Jeśli rano planujecie kąpiele to warto poprosić załogę o nie załatwianie grubszych potrzeb w kibelku przed kąpielą.

Wiatry

Grecja to akwen o dziwnych wiatrach. Przyzwyczajeni do bałtyckich wiatrów frontowych ciężko nam pojąć jak pogoda może tak szaleć. Brakuje jasnych i czystych reguł rządzących zmianami wiatru znanych z Bałtyku.

Ciśnienie stoi w miejscu wahając się o pojedyncze hektopaskale (2-3) a wiatr potrafi wzrosnąć z 2 do 7 w chwilę. Brak chmur. Generalnie statystycznie najbardziej zagrożonym terenem są Cyklady, podatne w sezonie na meltemi, północny wiatr wiejący z siłą 5-7 B. Zazwyczaj wiejące wiatry zamykają się w przedziale 1-3 B choć zdarzają się dni bezwietrzne. Często około 1300-1500 przestaje wiać, warto się wtedy zatrzymać na małą kąpiel w zatoczce. W nocy zazwyczaj nie wieje. To statystyka a co może być. Sezon 98 był wyjątkowy. W lipcu gdzie wiać powinno 1 B zdarzały się w biały dzień wiatry wiejące wiele godzin z siłą dochodzącą do 10 B! We wrześniu kiedy powinno wiać dość słabo przez ponad tydzień wiało 5-7 B z kierunków S. Niespotykane w statystykach. Pisze to nie po to żeby was wystraszyć ale po to żeby uświadomić jak mylne mogą być gwarancje firm czarterowych o tym że Grecja to raj bo wieje tam 1-3 B i jest super. Owszem jest ale trzeba się przygotować na najgorsze. Większość jachtów pływających w Grecji nie jest przystosowana do pływania powyżej 6 B, jeden grot, którego zarefowanie gwarantuje bezpieczeństwo do max 7 B nie wystarcza. Co powyżej? Cóż sztormować na kawałku foka byle dalej od lądu. Można chować się za wyspami, jeśli się zdąży i chce przeczekać zazwyczaj kilkugodzinne dmuchanie. Tak więc wierzcie, że jest fajnie ale pamiętajcie, że może zdarzyć się o wiele wiele więcej niż piszą w reklamówkach. Przy silnym wietrze w zasadzie nie ma portów do których można by wejść bezpiecznie więc lepiej siedzieć w morzu, tam na pewno jest bezpieczniej. Zresztą porty przy silnych wiatrach są potwornie zatłoczone.

Meteorologia

Cóż uzyskanie prognozy pogody nie jest sprawą banalną. Niektóre stacje radiowe nadają jakieś tam prognozy ale zróżnicowanie pogodowe w Grecji jest tak wielkie, że trudno trafić na pogodę dla siebie. Teoretycznie najlepsze informacje ma Port Police, ale tylko teoretycznie. Zdarzyło mi się uzyskać na daną chwilę 3 prognozy. Jedna mówiła o 6-7 N (Port Police), druga 2-3 S (radio), trzecia 4-5 B S (Navtex). Prawdziwa była trzecia! Widać więc jak bardzo się niektórzy mylili... Najlepiej zdobyć pogodę od Port Police, zazwyczaj mają ją zawyżoną o 1-2 B, warto spytać innych w porcie zwłaszcza jak mają Navtexa. Generalnie skuteczność prognoz Port Police oceniam na 40-50% jak wieje więcej niż 4 B i prawie 90% jak wieje 0-3 B.

Oznakowanie nawigacyjne. Nawigacja

W zasadzie porządna firma czarterowa powinna dostarczyć komplet map na dany akwen, który sobie zażyczycie. W praktyce na jachcie leży sterta mniej lub bardziej kompletnych map różnej skali i produkcji co nieco utrudnia nawigację. W zasadzie zwykła zliczeniówka jest dość uciążliwa, polecam GPS choć w dzień i tak zawsze widać jakiś ląd i można po wyspach rozpoznać gdzie się jest. Dodatkowo można mieć Locje Admiralicji Morza Śródziemnego tom IV. Ale to locja dla tankowców więc mniej przydatna niż "Greek Waters Pilot" (bez tego się nie ruszać, świetny przewodnik). Można kupić w Atenach i locje i mapy, niestety nie wiem za ile. Grecy nie przykładają zbytnio wagi do aktualizacji i elegancji pomocy nawigacyjnych więc nie ma co liczyć na cud, ale i tak jest lepiej niż może być. Na pewno dostaniecie co trzeba u czarterującego a jak nie to się dopominajcie, wszystko zresztą winno być zawarte w umowie czarterowej z polskim pośrednikiem, bo Grecka umowa jest .. po Grecku. Dla bałtykowców mam złe wieści. Oznakowanie w Grecji jest o wiele, wiele skromniejsze. O "kardynałach" nikt nie słyszał. Jednak pomimo początkowych obaw po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że ich oznaczenie wystarcza. Brakuje na pewno jakichkolwiek torów podejściowych, boi. Wejście do portu zaznaczone jest w najlepszym wypadku pomalowaną jedną główką, lub rzadziej dwoma. Nabieżnik - pojęcie obce. W nocy zazwyczaj jest tyle świateł ile minimalnie potrzeba. Poza szlakami dla statków handlowych (Cyklady w pewnych rejonach to istna autostrada) światełek jak na lekarstwo, zazwyczaj widać tylko jedno. Zaskoczenie to iż światła są zazwyczaj białe i mają podobne charakterystyki i co gorsza niezwykle krótkie i dziwne okresy. Np. 1,5 sek, 2,5 sek, 4,5 sek, do tego dla szoku latarenka o okresie 40sekund. "Greek Waters Pilot" strasznie kłamie jeśli chodzi o światła, bez aktualnego spisu świateł gwarantuje że będzie bieda poznać co jest co. Na pocieszenie powiem, że zazwyczaj widać jedno światło więc jeśli mniej więcej wiecie gdzie jesteście to musi być to co szukacie... Warto zabrać ze sobą podstawowe przyrządy nawigacyjne bo nie wiadomo co i w jakim stanie będzie na jachcie, ołówek, cyrkiel, przenośnik i trójkąt nawigacyjny na pewno wam się przydadzą, zwłaszcza jak planujecie zliczeniowkę.

Wejście do portu w nocy to dość spory kłopot, wyłonienie światła nawigacyjnego z blasku miasteczka to nie lada sztuka. Przy okresie rzędu 2,5 sek światło ginie w błyskających witrynach knajpek i sklepów, nie pomoże nawet teoretycznie o wiele większy zasięg światła nawigacyjnego. Tak więc da się ale ostrożnie, nie należy pchać się w nocy w zbyt naszpikowane niespodziankami rejony bo na pewno niespodzianki nie będą oznaczone, to nie Szkiery czy Alandy!

Największy kłopot sprawia przecięcie szlaku przelotowego dla statków w kierunku Morza Czarnego i drugiego z Aten do Egiptu. Na wysokości wyspy Milos i portu Monemvassia (Peloponez) spotkacie dziesiątki statków, które przecinają sobie trasy i przy okazji wam. Cały rejon pomiędzy Peloponezem a Cykladami to istna autostrada. Przecięcie go kosztowało nas sporo zachodu. W ciągu 4 godzin trzykrotnie musiałem zmieniać istotnie kurs lub prędkość aby uniknąć zbytniego zbliżania się, cały czas na horyzoncie było 5-8 statków, ustępując sobie drogi nierzadko powodowały iż wpadaliśmy w dwa ognie. W nocy statek zmieniający swój kurs w waszej okolicy to na prawdę wielka niewiadoma. Jeszcze gorsze są szybkie jak błyskawica wodoloty. Pamiętajcie o tym przecinając ten rejon w dzień czy w nocy, rejon Aten podobnie (kanał Koryncki). Poza tym jak już pisałem unikajcie wchodzenia i wychodzenia z portów oraz zatoczek po ciemku choć raz za czas warto zafundować sobie nieco emocji zachowując wszelakie względy bezpieczeństwa i upewniając się 3 razy że macie słuszność. Ostrożnie z rejonami zakazanej żeglugi!

                                                        Agrest (Tomasz Dwornicki - td@rsi.pl)

back2.jpg (1007 bytes)Zdjęcia pochodzą z wirtyny http://www.zagle.pl/wakacje1999